A jednak odpadło…

    Mimo podjętych środków zapobiegawczych i wzmożonej kontroli podczas startu promu Discovery (opóźnionego ze względu na złe warunki atmosferyczne) doszło do uszkodzenia powłoki termicznej. Czujniki i kamery filmujące start promu uchwyciły obraz odrywających się fragmentów izolacji piankowej, które mogły narazić wahadłowiec na podobne uszkodzenia, jakich doznała Columbia.

    Podczas lotu orbitalnego załoga promu aż trzykrotnie wychodziła w przestrzeń kosmiczną, by dokonać koniecznej – umożliwiającej powrót na Ziemię, a jednocześnie pierwszej w historii lotów kosmicznych – naprawy promu w przestrzeni pozaziemskiej.

    Po ponad 12-godzinnej operacji schodzenia do lądowania, 9 sierpnia o godz. 14.11 (czasu polskiego) wahadłowiec zakończył swoją misję, przeleciawszy 9,3 mln km, okrążając Ziemię 219 razy. Choć lot Discovery zakończył się sukcesem (załoga wykonała przewidziane w planie lotu zadania, m.in. dostarczyła zaopatrzenie i części o łącznej masie 15 ton dla budowanej Międzynarodowej Stacji Kosmicznej), na kolejne załogowe wyprawy w kosmos trzeba będzie poczekać. – Wciąż, pomimo wielu innowacji i napraw, ze zbiorników paliwa wydobywają się odłamki pianki, mogące zniszczyć powłokę promu i doprowadzić do jego zniszczenia – powiedział Alex Roland, były pracownik NASA, obecnie nadzorujący agencję ekspert Kongresu.

    Pozostaje pytanie: czy “dojrzała” technologia produkcji promów kosmicznych nie powinna ustąpić miejsca nowym rozwiązaniom?

    (ms)